nakompaktach.pl

Dział 03 · Scena

Polski rap na kompaktach, od kaset do przedsprzedaży

Historia sceny opowiedziana przez wydawnictwa. Nakłady, dystrybucja z bagażnika, mixtape'y, reedycje i to, dlaczego niektóre krążki kosztują dziś więcej niż nowy sprzęt.

Polski rap na płytach CD, czyli historia zapisana w nakładach

Żeby zrozumieć, dlaczego niektóre albumy stały się dziś białymi krukami, trzeba cofnąć się do momentu, w którym kompakt w Polsce był luksusem. W połowie lat dziewięćdziesiątych podstawowym nośnikiem dla młodego słuchacza była kaseta, bo kosztowała ułamek ceny krążka. Rap wchodził wtedy do obiegu przez składanki, koncerty i wymianę nagrań w szkole. Wydawcy tłoczyli płyty ostrożnie, w niewielkich ilościach, bo nikt nie wiedział, czy ten gatunek się sprzeda. Efekt jest taki, że pierwsze wydania wielu klasyków istnieją w liczbach, które dzisiaj brzmią absurdalnie nisko, a kolekcjonerzy polują na nie od lat.

Przełom nastąpił na przełomie tysiącleci, kiedy ceny odtwarzaczy spadły, a rap wszedł do radia i telewizji muzycznej. Nagle nakłady zaczęły iść w dziesiątki tysięcy, pojawiły się złote i platynowe płyty, a wytwórnie zaczęły traktować hip-hop jak normalny biznes. To był moment, w którym zmieniło się wszystko, łącznie z jakością samych wydawnictw. Książeczki zrobiły się grubsze, pojawiły się teksty wszystkich numerów, podziękowania rozciągnięte na kilka stron i informacje o producentach. Dla kogoś, kto zbiera dziś, ten okres jest najwdzięczniejszy, bo płyt jest sporo, są w dobrym stanie i nie kosztują majątku.

Mixtape'y, blendtape'y i drugi obieg

Równolegle do oficjalnej dystrybucji działał obieg zupełnie nieformalny. Mixtape'y wydawano w kilkuset egzemplarzach, sprzedawano po koncertach albo przez znajomych, czasem rozdawano za darmo jako zapowiedź większego materiału. Formalnie rzecz biorąc, część z nich nigdy nie miała pełnych praw do wykorzystanych podkładów, więc nikt nie planował wznowień. Blendtape, czyli wersja, w której zwrotki nagrywa się na cudze instrumentale, funkcjonował dokładnie w tej samej logice. Materiał Elektryka, który opisywałem wcześniej, jest tego świetnym przykładem, bo powstał w wakacyjnej atmosferze i przez lata krążył głównie w internecie, choć fizyczne egzemplarze też się pojawiły.

Właśnie te wydawnictwa osiągają dziś najdziwniejsze ceny. Nakład wyczerpany, wznowienia nie będzie, a chętnych przybywa razem z sentymentem pokolenia, które słuchało tego w liceum. Kiedy widzisz ofertę na kilkaset złotych, warto zachować zimną krew i sprawdzić, ile realnie egzemplarzy przewinęło się przez rynek w ostatnim roku. Bywa, że cena jest wyssana z palca i wystarczy poczekać kwartał. Bywa też, że tytuł faktycznie nie pojawia się miesiącami i wtedy trzeba zdecydować, czy to dla Ciebie warte tych pieniędzy. Kilka wskazówek, jak weryfikować takie oferty, zebrałem w poradniku o kolekcjonowaniu.

Co się zmieniło po nadejściu streamingu

Wbrew przewidywaniom rap nie porzucił fizycznych wydawnictw, tylko zmienił ich funkcję. Płyta przestała być głównym kanałem dotarcia do słuchacza, a stała się przedmiotem dla fanów. Stąd wzięły się przedsprzedaże z autografem, boksy z dodatkami, numerowane egzemplarze i wersje dostępne wyłącznie na trasie koncertowej. Artyści zorientowali się, że tysiąc oddanych osób kupi wydanie kolekcjonerskie bez wahania, nawet jeśli materiału słuchali już od miesiąca w serwisie. To zdrowa zmiana, bo pieniądze trafiają bezpośrednio do wykonawcy, z pominięciem podziału zysków, który przy streamingu wygląda dla twórcy niezbyt wesoło.

Dla zbierającego oznacza to jedną rzecz. Decyzję trzeba podjąć szybko. Nakłady bywają dziś naprawdę niewielkie, a przedsprzedaże kończą się w kilka godzin. Jeżeli jakiś album Cię interesuje, nie odkładaj zakupu do premiery, bo w dniu wydania bywa już po wszystkim. To dokładnie ten mechanizm, przez który przegapiłem kilka pozycji i do dzisiaj mnie to uwiera. Café Belga trafiło na moją półkę z dużym opóźnieniem właśnie dlatego, że uznałem, iż zawsze zdążę. Nie zdążyłem, kupiłem później i drożej, choć na szczęście nie dramatycznie.

Na co zwracać uwagę przy polskich wydaniach rapowych

Pierwsza sprawa to wersja. Wiele albumów z lat dwutysięcznych miało edycję podstawową oraz wersję z dodatkowym krążkiem zawierającym remiksy, wersje instrumentalne albo materiał wideo. Ta druga bywa dziś dużo trudniejsza do zdobycia i sporo droższa. Druga sprawa to cenzura. Część tytułów ukazała się w wersji ocenzurowanej, przygotowanej pod dystrybucję w większych sieciach handlowych, z wyciszonymi fragmentami. Dla słuchacza to istotna różnica, a w ogłoszeniach rzadko się o niej wspomina, więc pytaj wprost.

Trzecia rzecz dotyczy jakości samych tłoczeń. Mniejsze, niezależne oficyny zamawiały niewielkie partie w różnych tłoczniach i zdarzało się, że kontrola jakości szwankowała. Spotkasz krążki z nierównomiernie naniesionym lakierem albo z nadrukiem, który po latach zaczyna się łuszczyć przy krawędzi. To nie jest wina poprzedniego właściciela, tylko produkcji. Warto o tym wiedzieć przed zakupem, żeby nie robić awantury sprzedającemu za coś, na co nie miał wpływu. Sposoby oceny stanu opisałem dokładniej w tekście o recenzowaniu wydań.

Czwarta kwestia jest bardziej sentymentalna niż praktyczna. Polskie wydawnictwa rapowe mają wyjątkowo bogate książeczki, często z tekstami wszystkich zwrotek i z podziękowaniami, które czyta się jak kronikę środowiska. Znajdziesz tam nazwiska ludzi, którzy potem sami zaczęli nagrywać, wymienione studia, dzielnice, ekipy. To materiał historyczny, którego streaming nie zastąpi w żaden sposób. Kiedy ktoś pyta mnie, po co jeszcze kupować płyty, zwykle otwieram jedną taką książeczkę i pokazuję rozkładówkę. Argument działa lepiej niż jakikolwiek wywód o dynamice masteringu.

Jeśli dopiero budujesz zbiór polskiego rapu, zacznij od albumów, które znasz na pamięć, i dopiero potem ruszaj w stronę rzadkości. Klasyki z dużych wytwórni kupisz spokojnie i tanio, bo nakłady były wysokie. Rzeczy z drugiego obiegu wymagają cierpliwości, obserwowania ogłoszeń i odrobiny szczęścia na giełdzie. Nie ma sensu ścigać się z rynkiem, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zapłaci więcej. Zbiór ma sprawiać przyjemność, nie stres. Aktualne wpisy znajdziesz na stronie głównej, a jeśli chcesz podrzucić tytuł, który powinienem opisać, napisz do mnie przez formularz kontaktowy.